Rak jasnokomórkowy nerki. Po usunięciu lewej nerki nadal walczę, bo moja córka wciąż mnie potrzebuje.

Najważniejsze informacje

  • Diagnoza
    Nowotwór jasnokomórkowy nerki
  • Wiek Podopiecznego
    55 lat
  • Lokalizacja
  • Podopieczny
    Danuta Morton

Poznaj historię

Myślałam, że najtrudniejszy rozdział mam już za sobą

W 1996 roku zachorowałam na nowotwór złośliwy lewego jajnika. Przeszłam trudne leczenie chemioterapią, w trakcie którego konieczne było usunięcie macicy i jajników. Był to jeden z tych momentów w życiu, po których człowiek inaczej patrzy na życie i zdrowie. Przez lata próbowałam żyć dalej, choć choroba zostawiła we mnie trwały ślad. Myślałam jednak, że to, co najtrudniejsze, mam już za sobą. Czas powoli goił moje rany, te w ciele i te w sercu. Życie biegło swoim tempem, wyznaczanym przez codzienne, rutynowe sprawy.

Spokój nieoczekiwanie został zmącony kolejną diagnozą nowotworu, którą usłyszałam w marcu 2026 roku.

10 kwietnia 2026 roku przeszłam laparoskopową nefrektomię lewostronną, czyli operacyjne usunięcie lewej nerki. Kolejny ciężar spadł na moje barki. Znowu wrócił strach, a ciało każdego dnia przypomina mi, jak wiele przeszło. Uczę się go na nowo. Uczę się znowu żyć z jego ograniczeniami. Po operacji nie wróciłam już do dawnej, znanej mi codzienności.Mam częste bóle i zawroty głowy. Organizm jest jakby w ciągłym stanie zagrożenia, przed którym próbuje się bronić. Problemy trawienne odbierają mi siły. Zmagam się z wysokim poziomem kreatyniny, bakteriami w moczu oraz konsekwencjami życia z jedną nerką. Mój stan psychiczny, ze względu na zdiagnozowaną nerwicę lękową i depresję, wymaga specjalistycznej opieki oraz leczenia farmakologicznego.

Nie wychodzę już sama z domu. Zbyt często pojawiają się zawroty głowy, ból i osłabienie. Nawet zwykłe wyjście na badania wymaga obecności opiekuna. To trudne, kiedy człowiek, który przez lata starał się być samodzielny, nagle zaczyna bać się własnego ciała. Nie mam apetytu. Wspomagam się specjalistycznym żywieniem, które również bywa trudne do tolerowania przez osłabiony organizm. Coraz częściej czuję się bezradna, pozbawiona energii i motywacji, choć wiem, że muszę walczyć dalej.

Lęk, który czuję, jest paraliżujący. Boję się wszystkiego, co wiąże się z chorobą. Kolejnych badań. Wizyt lekarskich. Tego, co pokażą wyniki. Tego, czy organizm poradzi sobie z dalszym leczeniem. A jednak żyję. I walczę.

Moja choroba dotyka całą rodzinę

Nowotwór nie kończy się na ciele chorego człowieka. Wchodzi do domu, do rozmów, do relacji, do ciszy między najbliższymi.
Mąż i córka pomagają mi każdego dnia. Są przy mnie wtedy, gdy brakuje mi siły, gdy trzeba pojechać na badania, gdy nie potrafię opanować lęku. Wiem jednak, że moja choroba obciąża również ich.

Czasem emocje są silniejsze ode mnie. Bywam rozchwiana, nerwowa, trudna. Później przychodzi żal, bo wiem, że oni też cierpią. Czasami mąż mnie przytula i mówi, że będzie dobrze. Czasami sam wychodzi z domu, żeby choć na chwilę odetchnąć od napięcia, które od miesięcy jest z nami każdego dnia. Moja córka rozumie więcej, niż chciałabym, żeby musiała rozumieć. Boi się, że mama umrze. To zdanie zostaje we mnie najmocniej.

Muszę walczyć dla córki

Moja córka jest adoptowana. Ma zespół FAS oraz niepełnosprawność intelektualną w stopniu znacznym. W wielu sprawach nadal potrzebuje mojego wsparcia, obecności i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego nie mogę pozwolić sobie na poddanie się. Nawet wtedy, gdy ciało odmawia posłuszeństwa. Nawet wtedy, gdy lęk staje się silniejszy od rozsądku. Nawet wtedy, gdy zwykły dzień wymaga więcej siły, niż potrafię w sobie znaleźć.

To dla niej próbuję każdego dnia wstać, przejść przez kolejne badania, znieść następną wizytę, kolejne wyniki i kolejne trudne chwile.

Proszę o pomoc

Przede mną dalsza diagnostyka, kontrole u specjalistów, leczenie powikłań, wizyty, dojazdy, leki, wsparcie psychologiczne i codzienne funkcjonowanie w rzeczywistości, która po chorobie stała się znacznie trudniejsza.

Czekam również na komisje lekarskie w PCPR oraz ZUS, ale już teraz potrzebuję pomocy, aby móc bezpiecznie przechodzić przez kolejne etapy leczenia i utrzymać choć część codziennej stabilności.

Proszę o szansę na leczenie, na odzyskanie sił i na dalszą obecność przy córce, która każdego dnia patrzy na mnie z lękiem, a ja z całego serca chciałabym móc powiedzieć jej coś więcej niż tylko: staram się, córeczko.

Promuj zbiórkę

Pobierz przygotowane grafiki i podziel się nimi w mediach społecznościowych. Zachęć swoich znajomych do wsparcia i udostępniania. Rozwieś plakat w swoim miejscu pracy, szkole, sklepie. Każda informacja zwiększa szansę na wygraną Podopiecznego!

Każda złotówka i każde udostępnienie mają ogromne znaczenie. Pomóż dotrzeć do jak największej liczby osób i zwiększ szanse tej zbiórki. Poinformuj znajomych, rodzinę i społeczność – razem możemy więcej!

Facebook
X / Twitter
WhatsApp
LinkedIn
Email
Threads

Przekaż 1,5% podatku

Twój e-PIT to najłatwiejszy sposób na rozliczenie podatków. Urząd Skarbowy wstępnie wypełnia zeznania podatkowe, a Ty możesz je zweryfikować, zatwierdzić lub poprawić.

  • Krok 1 – zaloguj się do e-Urzędu Skarbowego i skorzystaj z usługi e-PIT.
  • Krok 2 – w formularzu rozliczenia PIT kliknij opcję Wybierz organizację.
  • Krok 3 – na liście organizacji wyszukaj Fundację Cancer Fighters lub wprowadź numer KRS 0000581036.
  • Krok 4 – w polu z celem szczegółowym 1,5% wskaż Podopiecznego wpisując poniższe dane:
  • Nr KRS
    0000581036
  • Cel szczegółowy
    Danuta Morton

Wpłaty i słowa wsparcia

Aleksandra
08 / 07 / 2026
Będzie dobrze ,damy radę !
20,00zł
Anonimowa
04 / 07 / 2026
50,00zł
Anonimowa
04 / 07 / 2026
50,00zł
Aleksandra
04 / 07 / 2026
Musi się udać, trzymam kciuki
100,00zł
Cancer Fighters
29 / 06 / 2026
1 000,00zł
Cancer Fighters
29 / 06 / 2026
1 000,00zł
Aleksandra
04 / 07 / 2026
Musi się udać, trzymam kciuki
100,00zł
Anonimowa
04 / 07 / 2026
50,00zł
Anonimowa
04 / 07 / 2026
50,00zł
Aleksandra
08 / 07 / 2026
Będzie dobrze ,damy radę !
20,00zł
1.220,00 zł(4%)
do celu brakuje - 28.780 zł
Zbiórkę wsparło: 3 osób
  • Cel zbiórki
    Leki, rehabilitacja, wizyty u specjalistów, transport, suplementy diety, środki higieniczne, koszty bieżącego leczenia

Promuj zbiórkę

Pobierz i udostępnij materiały

Załóż skarbonkę

Skontaktuj sie z nami

Pobierz kod QR

Skarbonka pod ręką

Rak jasnokomórkowy nerki. Po usunięciu lewej nerki nadal walczę, bo moja córka wciąż mnie potrzebuje.

1.220,00 zł(4%)
do celu brakuje - 28.780 zł
Zbiórkę wsparło: 3 osób
  • Cel zbiórki
    Leki, rehabilitacja, wizyty u specjalistów, transport, suplementy diety, środki higieniczne, koszty bieżącego leczenia

Najważniejsze informacje

Poznaj historię

Myślałam, że najtrudniejszy rozdział mam już za sobą

W 1996 roku zachorowałam na nowotwór złośliwy lewego jajnika. Przeszłam trudne leczenie chemioterapią, w trakcie którego konieczne było usunięcie macicy i jajników. Był to jeden z tych momentów w życiu, po których człowiek inaczej patrzy na życie i zdrowie. Przez lata próbowałam żyć dalej, choć choroba zostawiła we mnie trwały ślad. Myślałam jednak, że to, co najtrudniejsze, mam już za sobą. Czas powoli goił moje rany, te w ciele i te w sercu. Życie biegło swoim tempem, wyznaczanym przez codzienne, rutynowe sprawy.

Spokój nieoczekiwanie został zmącony kolejną diagnozą nowotworu, którą usłyszałam w marcu 2026 roku.

10 kwietnia 2026 roku przeszłam laparoskopową nefrektomię lewostronną, czyli operacyjne usunięcie lewej nerki. Kolejny ciężar spadł na moje barki. Znowu wrócił strach, a ciało każdego dnia przypomina mi, jak wiele przeszło. Uczę się go na nowo. Uczę się znowu żyć z jego ograniczeniami. Po operacji nie wróciłam już do dawnej, znanej mi codzienności.Mam częste bóle i zawroty głowy. Organizm jest jakby w ciągłym stanie zagrożenia, przed którym próbuje się bronić. Problemy trawienne odbierają mi siły. Zmagam się z wysokim poziomem kreatyniny, bakteriami w moczu oraz konsekwencjami życia z jedną nerką. Mój stan psychiczny, ze względu na zdiagnozowaną nerwicę lękową i depresję, wymaga specjalistycznej opieki oraz leczenia farmakologicznego.

Nie wychodzę już sama z domu. Zbyt często pojawiają się zawroty głowy, ból i osłabienie. Nawet zwykłe wyjście na badania wymaga obecności opiekuna. To trudne, kiedy człowiek, który przez lata starał się być samodzielny, nagle zaczyna bać się własnego ciała. Nie mam apetytu. Wspomagam się specjalistycznym żywieniem, które również bywa trudne do tolerowania przez osłabiony organizm. Coraz częściej czuję się bezradna, pozbawiona energii i motywacji, choć wiem, że muszę walczyć dalej.

Lęk, który czuję, jest paraliżujący. Boję się wszystkiego, co wiąże się z chorobą. Kolejnych badań. Wizyt lekarskich. Tego, co pokażą wyniki. Tego, czy organizm poradzi sobie z dalszym leczeniem. A jednak żyję. I walczę.

Moja choroba dotyka całą rodzinę

Nowotwór nie kończy się na ciele chorego człowieka. Wchodzi do domu, do rozmów, do relacji, do ciszy między najbliższymi.
Mąż i córka pomagają mi każdego dnia. Są przy mnie wtedy, gdy brakuje mi siły, gdy trzeba pojechać na badania, gdy nie potrafię opanować lęku. Wiem jednak, że moja choroba obciąża również ich.

Czasem emocje są silniejsze ode mnie. Bywam rozchwiana, nerwowa, trudna. Później przychodzi żal, bo wiem, że oni też cierpią. Czasami mąż mnie przytula i mówi, że będzie dobrze. Czasami sam wychodzi z domu, żeby choć na chwilę odetchnąć od napięcia, które od miesięcy jest z nami każdego dnia. Moja córka rozumie więcej, niż chciałabym, żeby musiała rozumieć. Boi się, że mama umrze. To zdanie zostaje we mnie najmocniej.

Muszę walczyć dla córki

Moja córka jest adoptowana. Ma zespół FAS oraz niepełnosprawność intelektualną w stopniu znacznym. W wielu sprawach nadal potrzebuje mojego wsparcia, obecności i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego nie mogę pozwolić sobie na poddanie się. Nawet wtedy, gdy ciało odmawia posłuszeństwa. Nawet wtedy, gdy lęk staje się silniejszy od rozsądku. Nawet wtedy, gdy zwykły dzień wymaga więcej siły, niż potrafię w sobie znaleźć.

To dla niej próbuję każdego dnia wstać, przejść przez kolejne badania, znieść następną wizytę, kolejne wyniki i kolejne trudne chwile.

Proszę o pomoc

Przede mną dalsza diagnostyka, kontrole u specjalistów, leczenie powikłań, wizyty, dojazdy, leki, wsparcie psychologiczne i codzienne funkcjonowanie w rzeczywistości, która po chorobie stała się znacznie trudniejsza.

Czekam również na komisje lekarskie w PCPR oraz ZUS, ale już teraz potrzebuję pomocy, aby móc bezpiecznie przechodzić przez kolejne etapy leczenia i utrzymać choć część codziennej stabilności.

Proszę o szansę na leczenie, na odzyskanie sił i na dalszą obecność przy córce, która każdego dnia patrzy na mnie z lękiem, a ja z całego serca chciałabym móc powiedzieć jej coś więcej niż tylko: staram się, córeczko.

Przekaż 1,5% podatku

Twój e-PIT to najłatwiejszy sposób na rozliczenie podatków. Urząd Skarbowy wstępnie wypełnia zeznania podatkowe, a Ty możesz je zweryfikować, zatwierdzić lub poprawić.

Krok 1

Zaloguj się i skorzystaj z usługi Twój e-PIT

Krok 2

W formularzu rozliczenia PIT kliknij opcję Wybierz organizację

Krok 3

Na liście organizacji wyszukaj Fundacja Cancer Fighters lub wprowadź numer KRS 0000581036

Krok 4

W polu z celem szczegółowym 1,5% wskaż Podopiecznego, wpisując poniższe dane:
  • Nr KRS
    0000581036
  • Cel szczegółowy
    Danuta Morton

Promuj zbiórkę

Pobierz przygotowane grafiki i podziel się nimi w mediach społecznościowych. Zachęć swoich znajomych do wsparcia i udostępniania. Rozwieś plakat w swoim miejscu pracy, szkole, sklepie. Każda informacja zwiększa szansę na wygraną Podopiecznego!

Każda złotówka i każde udostępnienie mają ogromne znaczenie. Pomóż dotrzeć do jak największej liczby osób i zwiększ szanse tej zbiórki. Poinformuj znajomych, rodzinę i społeczność – razem możemy więcej!

Facebook
X / Twitter
WhatsApp
LinkedIn
Email
Threads

Wpłaty i słowa wsparcia

Aleksandra
08 / 07 / 2026
Będzie dobrze ,damy radę !
20,00zł
Anonimowa
04 / 07 / 2026
50,00zł
Anonimowa
04 / 07 / 2026
50,00zł
Aleksandra
04 / 07 / 2026
Musi się udać, trzymam kciuki
100,00zł
Cancer Fighters
29 / 06 / 2026
1 000,00zł
Cancer Fighters
29 / 06 / 2026
1 000,00zł
Aleksandra
04 / 07 / 2026
Musi się udać, trzymam kciuki
100,00zł
Anonimowa
04 / 07 / 2026
50,00zł
Anonimowa
04 / 07 / 2026
50,00zł
Aleksandra
08 / 07 / 2026
Będzie dobrze ,damy radę !
20,00zł