Dramatyczna historia walki Mai, która nadal trwa❗Guz mózgu❗
Najważniejsze informacje
-
DiagnozaGuz mózgu
-
Wiek Podopiecznego15 lat
-
Lokalizacja
-
PodopiecznyMaja Raczyńska
Poznaj historię
Podejrzenie zakażenia uruchomiło lawinę
W 2011 roku Maja miała zaledwie roczek. Ciągłe wymioty sprawiły, że trafiła na oddział zakaźny z podejrzeniem zakażenia rotawirusami. Wstępna diagnostyka potwierdziła przypuszczenia, wdrożono leczenie przeciwwirusowe. Teoretycznie wszystko przebiegało zgodnie z procedurą.
Tyle że organizm dziecka nie odpowiadał na terapię. Maja spała niemal bez przerwy. Nie budziła się tak, jak powinna. Matczyny instynkt zaczął krzyczeć głośniej niż wyniki badań.
Podczas jednej z prób wybudzenia ciało dziewczynki nagle wygięło się w nienaturalny łuk, jakby ktoś brutalnie zerwał wszystkie granice, po czym serce przestało bić. Udało się je przywrócić. Na chwilę. Niedługo później doszło do kolejnego zatrzymania krążenia. Wtedy nikt już nie mówił o infekcji.
Maja została pilnie przewieziona na oddział intensywnej terapii i wprowadzona w śpiączkę farmakologiczną. Badanie okulistyczne wykazało skrajnie podwyższone ciśnienie śródczaszkowe. Tomografia komputerowa ujawniła prawdę, która tłumaczyła wszystko i jednocześnie odbierała nadzieję.
W głowie rocznego dziecka znajdował się złośliwy guz mózgu wielkości orzecha włoskiego.
Operacja, śpiączka, wodogłowie
Transport do Szpitala Wojskowego we Wrocławiu odbył się natychmiast. Decyzja była jednoznaczna. Trzeba operować. Liczyły się minuty. Neurochirurg usunął guz, ale nie w całości. Reszta została. Jak obietnica, że ta historia się nie skończy.
Maja pozostała w śpiączce. Kolejne tygodnie spędziła na oddziale intensywnej terapii, podpięta do aparatury, która oddychała za nią i podtrzymywała funkcje, których jej ciało nie potrafiło jeszcze unieść.
Wkrótce pojawiły się kolejne diagnozy. Wodogłowie. Infekcja płynu mózgowo-rdzeniowego. Kolejne przenosiny między szpitalami. Dreny zewnętrzne. Oczyszczanie płynu z zakażenia. Oczekiwanie, aż organizm pozwoli na dalsze leczenie.
Chemioterapia trwała siedem miesięcy. Siedem miesięcy walki w ciele, które dopiero uczyło się życia.
Wznowa i sepsa
Siedem miesięcy po pierwszej operacji choroba wróciła. Komórki nowotworowe odbudowały się w tym samym miejscu. Latem 2012 roku Maję przewieziono transportem medycznym do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Kolejna operacja, kolejna nadzieja i kolejny cios.
Zaledwie tydzień później z rany pooperacyjnej zaczął wyciekać płyn mózgowo-rdzeniowy.
Została ponownie wprowadzona w śpiączkę farmakologiczną. Tym razem na pięć długich miesięcy.
Kiedy wróciła do Wrocławia, ważyła siedem kilogramów. Miała trzy lata. Nie potrafiła samodzielnie jeść ani oddychać.
Lata leczenia i powikłań
Kolejne miesiące i lata to nie był powrót do życia. To było trwanie. Radioterapia. Chemioterapia. Rehabilitacja. Szpitale we Wrocławiu i w Warszawie, pomiędzy którymi toczyło się całe istnienie.
Założono trzy zastawki komorowo-otrzewnowe. Maja straciła wzrok w prawym oku. Padaczka stała się codziennością. Zaburzenia równowagi i zaniki pamięci na zawsze zmieniły sposób, w jaki funkcjonuje.
W 2025 roku, już jako nastolatka, przeszła kolejną operację wymiany drenu zastawkowego. Kilka miesięcy później usunięto ogromną torbiel z otrzewnej. Nawet dorastanie nie przyniosło wytchnienia. Dziś Maja ma prawie szesnaście lat Chodzi do szkoły specjalnej. Jest wrażliwą, cichą nastolatką, która znalazła schronienie w sztuce. Rysuje. Maluje. Ucieka w kolory, bo tylko tam choroba na chwilę traci głos.
Nie może sama wyjść z domu. Nie pamięta drogi. W każdej chwili może dostać ataku padaczki. Jedyną przestrzenią, w której bywa sama, jest ogród. Mały kawałek świata, który daje iluzję niezależności. W szkole jest pod stałą opieką. Każdy dzień jest logistyką bezpieczeństwa.
Matka, która nigdy nie zeszła z posterunku
Od szesnastu lat obok Mai stoi mama. Ojciec nie utrzymuje kontaktu z córką. Wszystko spoczywa na jednej osobie. Opieka. Leczenie. Rehabilitacja. Lęk. Nadzieja. Beznadzieja. I znów nadzieja. Matka, która nie ma urlopu od czuwania. Nie ma chwili, w której może odłożyć strach. Jest pielęgniarką, terapeutką, przewodnikiem i jedynym filarem życia swojej córki. Ta samotność nie jest wyborem. Jest ceną przetrwania.
Pomoc
Ta historia nie potrzebuje argumentów. Jej ciężar mówi sam za siebie. Zebrane środki zostaną przeznaczone na dojazdy do szpitali, dalsze leczenie, wsparcie edukacyjne Mai oraz pomoc psychologiczną, niezbędną po latach traumy, strachu i walki o każdy kolejny dzień.
Promuj zbiórkę
Pobierz przygotowane grafiki i podziel się nimi w mediach społecznościowych. Zachęć swoich znajomych do wsparcia i udostępniania. Rozwieś plakat w swoim miejscu pracy, szkole, sklepie. Każda informacja zwiększa szansę na wygraną Podopiecznego!
Każda złotówka i każde udostępnienie mają ogromne znaczenie. Pomóż dotrzeć do jak największej liczby osób i zwiększ szanse tej zbiórki. Poinformuj znajomych, rodzinę i społeczność – razem możemy więcej!
Przekaż 1,5% podatku
Twój e-PIT to najłatwiejszy sposób na rozliczenie podatków. Urząd Skarbowy wstępnie wypełnia zeznania podatkowe, a Ty możesz je zweryfikować, zatwierdzić lub poprawić.
- Krok 1 – zaloguj się do e-Urzędu Skarbowego i skorzystaj z usługi e-PIT.
- Krok 2 – w formularzu rozliczenia PIT kliknij opcję Wybierz organizację.
- Krok 3 – na liście organizacji wyszukaj Fundację Cancer Fighters lub wprowadź numer KRS 0000581036.
- Krok 4 – w polu z celem szczegółowym 1,5% wskaż Podopiecznego wpisując poniższe dane:
-
Nr KRS0000581036
-
Cel szczegółowyMaja Raczyńska
Wpłaty i słowa wsparcia
-
Cel zbiórkiLeki, konsultacje lekarskie, opieka psychologiczna, koszty bieżącego leczenia
Promuj zbiórkę
Pobierz i udostępnij materiały
Przekaż 1,5% podatku
Podopiecznym Fundacji
Załóż skarbonkę
Skontaktuj sie z nami
Pobierz kod QR
Skarbonka pod ręką
Dramatyczna historia walki Mai, która nadal trwa❗Guz mózgu❗
-
Cel zbiórkiLeki, konsultacje lekarskie, opieka psychologiczna, koszty bieżącego leczenia
Najważniejsze informacje
-
Diagnoza
-
Wiek15 lat
-
Lokalizacja
-
ZbiórkaMaja Raczyńska
Poznaj historię
Podejrzenie zakażenia uruchomiło lawinę
W 2011 roku Maja miała zaledwie roczek. Ciągłe wymioty sprawiły, że trafiła na oddział zakaźny z podejrzeniem zakażenia rotawirusami. Wstępna diagnostyka potwierdziła przypuszczenia, wdrożono leczenie przeciwwirusowe. Teoretycznie wszystko przebiegało zgodnie z procedurą.
Tyle że organizm dziecka nie odpowiadał na terapię. Maja spała niemal bez przerwy. Nie budziła się tak, jak powinna. Matczyny instynkt zaczął krzyczeć głośniej niż wyniki badań.
Podczas jednej z prób wybudzenia ciało dziewczynki nagle wygięło się w nienaturalny łuk, jakby ktoś brutalnie zerwał wszystkie granice, po czym serce przestało bić. Udało się je przywrócić. Na chwilę. Niedługo później doszło do kolejnego zatrzymania krążenia. Wtedy nikt już nie mówił o infekcji.
Maja została pilnie przewieziona na oddział intensywnej terapii i wprowadzona w śpiączkę farmakologiczną. Badanie okulistyczne wykazało skrajnie podwyższone ciśnienie śródczaszkowe. Tomografia komputerowa ujawniła prawdę, która tłumaczyła wszystko i jednocześnie odbierała nadzieję.
W głowie rocznego dziecka znajdował się złośliwy guz mózgu wielkości orzecha włoskiego.
Operacja, śpiączka, wodogłowie
Transport do Szpitala Wojskowego we Wrocławiu odbył się natychmiast. Decyzja była jednoznaczna. Trzeba operować. Liczyły się minuty. Neurochirurg usunął guz, ale nie w całości. Reszta została. Jak obietnica, że ta historia się nie skończy.
Maja pozostała w śpiączce. Kolejne tygodnie spędziła na oddziale intensywnej terapii, podpięta do aparatury, która oddychała za nią i podtrzymywała funkcje, których jej ciało nie potrafiło jeszcze unieść.
Wkrótce pojawiły się kolejne diagnozy. Wodogłowie. Infekcja płynu mózgowo-rdzeniowego. Kolejne przenosiny między szpitalami. Dreny zewnętrzne. Oczyszczanie płynu z zakażenia. Oczekiwanie, aż organizm pozwoli na dalsze leczenie.
Chemioterapia trwała siedem miesięcy. Siedem miesięcy walki w ciele, które dopiero uczyło się życia.
Wznowa i sepsa
Siedem miesięcy po pierwszej operacji choroba wróciła. Komórki nowotworowe odbudowały się w tym samym miejscu. Latem 2012 roku Maję przewieziono transportem medycznym do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Kolejna operacja, kolejna nadzieja i kolejny cios.
Zaledwie tydzień później z rany pooperacyjnej zaczął wyciekać płyn mózgowo-rdzeniowy.
Została ponownie wprowadzona w śpiączkę farmakologiczną. Tym razem na pięć długich miesięcy.
Kiedy wróciła do Wrocławia, ważyła siedem kilogramów. Miała trzy lata. Nie potrafiła samodzielnie jeść ani oddychać.
Lata leczenia i powikłań
Kolejne miesiące i lata to nie był powrót do życia. To było trwanie. Radioterapia. Chemioterapia. Rehabilitacja. Szpitale we Wrocławiu i w Warszawie, pomiędzy którymi toczyło się całe istnienie.
Założono trzy zastawki komorowo-otrzewnowe. Maja straciła wzrok w prawym oku. Padaczka stała się codziennością. Zaburzenia równowagi i zaniki pamięci na zawsze zmieniły sposób, w jaki funkcjonuje.
W 2025 roku, już jako nastolatka, przeszła kolejną operację wymiany drenu zastawkowego. Kilka miesięcy później usunięto ogromną torbiel z otrzewnej. Nawet dorastanie nie przyniosło wytchnienia. Dziś Maja ma prawie szesnaście lat Chodzi do szkoły specjalnej. Jest wrażliwą, cichą nastolatką, która znalazła schronienie w sztuce. Rysuje. Maluje. Ucieka w kolory, bo tylko tam choroba na chwilę traci głos.
Nie może sama wyjść z domu. Nie pamięta drogi. W każdej chwili może dostać ataku padaczki. Jedyną przestrzenią, w której bywa sama, jest ogród. Mały kawałek świata, który daje iluzję niezależności. W szkole jest pod stałą opieką. Każdy dzień jest logistyką bezpieczeństwa.
Matka, która nigdy nie zeszła z posterunku
Od szesnastu lat obok Mai stoi mama. Ojciec nie utrzymuje kontaktu z córką. Wszystko spoczywa na jednej osobie. Opieka. Leczenie. Rehabilitacja. Lęk. Nadzieja. Beznadzieja. I znów nadzieja. Matka, która nie ma urlopu od czuwania. Nie ma chwili, w której może odłożyć strach. Jest pielęgniarką, terapeutką, przewodnikiem i jedynym filarem życia swojej córki. Ta samotność nie jest wyborem. Jest ceną przetrwania.
Pomoc
Ta historia nie potrzebuje argumentów. Jej ciężar mówi sam za siebie. Zebrane środki zostaną przeznaczone na dojazdy do szpitali, dalsze leczenie, wsparcie edukacyjne Mai oraz pomoc psychologiczną, niezbędną po latach traumy, strachu i walki o każdy kolejny dzień.
Przekaż 1,5% podatku
Twój e-PIT to najłatwiejszy sposób na rozliczenie podatków. Urząd Skarbowy wstępnie wypełnia zeznania podatkowe, a Ty możesz je zweryfikować, zatwierdzić lub poprawić.
Krok 1
Krok 2
Krok 3
Krok 4
-
Nr KRS0000581036
-
Cel szczegółowyMaja Raczyńska
Promuj zbiórkę
Pobierz przygotowane grafiki i podziel się nimi w mediach społecznościowych. Zachęć swoich znajomych do wsparcia i udostępniania. Rozwieś plakat w swoim miejscu pracy, szkole, sklepie. Każda informacja zwiększa szansę na wygraną Podopiecznego!
Każda złotówka i każde udostępnienie mają ogromne znaczenie. Pomóż dotrzeć do jak największej liczby osób i zwiększ szanse tej zbiórki. Poinformuj znajomych, rodzinę i społeczność – razem możemy więcej!







