Operacja nie zakończyła mojej walki
Nowotwór wracał. Przeszedłem kolejne zabiegi, w tym obustronne usunięcie bocznych węzłów chłonnych szyi z powodu licznych przerzutów oraz operację usunięcia wznowy miejscowej. Leczenie było długie i wyczerpujące. Radioterapia, terapia radiojodem, kolejne badania i nieustanne oczekiwanie na wyniki stały się częścią mojej codzienności.
Do dziś żyję z ogromnym ciężarem niepewności. Poziom kalcytoniny, czyli wskaźnika aktywności nowotworu, od wielu lat stale rośnie. To oznacza, że należę do grupy bardzo wysokiego ryzyka pojawiania się kolejnych przerzutów. Każde badanie przypomina mi, że ta choroba wciąż jest obecna.
Usunięcie tarczycy sprawiło, że do końca życia muszę przyjmować hormony zastępcze. To jednak tylko część problemów, z którymi przyszło mi się mierzyć.
Duże powikłania
Z biegiem lat pojawiły się bardzo poważne powikłania ze strony układu pokarmowego, które powodują zagrażające życiu stany niedrożności jelit. Dziś zmagam się z potężną atonią jelita grubego i uchyłkami.
Zmagam się również z Zespołem MEN2B oraz nerwiako-włókniakowatością przewodu pokarmowego oraz licznymi skutkami ubocznymi po leczeniu.
Lekarze nie ukrywają, że najprawdopodobniej czeka mnie bardzo ciężka operacja: usunięcie jelita grubego i wyłonienie stomii. Szansa na przywrócenie naturalnej pracy jelit jest niestety bardzo mała. Funkcjonuję dzięki rygorystycznej diecie płynnej oraz żywieniu medycznemu.